I znowu mam tysiąc myśli, które przemykają przez moją głowę z szybkością jerzyka (czyli jakieś 200 km na godzinę). Ale czy to coś złego, że chciałabym być częścią życia kogoś, kogo kocham? I po co po raz kolejny zaczynać rozmowę na ten temat, skoro i tak zawsze kończy się tak samo. Że nikt nie jest winny, a już najbardziej on, bo przecież to nie jego wina, że mieszkamy tak daleko. W końcu wczoraj wyparowałam z pytaniem, czy może się mnie wstydzi przed swoimi znajomymi? Ależ gdzie tam, troszczy się tylko o to, żebym nie była zniesmaczona tym, gdzie miałabym z nimi przesiadywać. Że niby lokal nie do końca dobry. Ta, jasne. Może nie powinnam się tym przejmować, bo przecież widujemy się tak często. Rozumiem, że każde z nas ma swoich znajomych, swoje sprawy. Ale czy chociaż ułamka tych spraw nie możemy dzielić? Może wydziwiam, ale mam ku temu prawo. W końcu jestem kobietą :P!

linkologia.pl spis.pl

Dzisiejszy dzień należy zaliczyć do udanych. Chociaż wczorajsza druga połowa też nie należała do najgorszych, a to wszystko zawdzięczam jak zwykle M. On jeden potrafi postawić mnie do pionu, wie, że ze mną nie można grzecznie i delikatnie. Czasem trzeba przełożyć przez kolano i... dać po tyłku. Bo czasami im bardziej na głos się zapieram, tym bardziej w środku wszystko się przewraca. Nie wiem dlaczego tak mam, ale im bardziej potrzebuję pomocy kogoś bliskiego, tym bardziej się zapieram. Bynajmniej nie zgrywam twardziela, po prostu jakąś taką blokadę posiadam.


Od kilku dni chodzę strasznie senna i chociaż śpię po kilka ładnych godzin dziennie, to nic nie pomaga. Chyba ta zmiana pogody tak na mnie działa, bo niczym misie na zimę - moje ciało też chce zapaść w zimowy sen. Niedługo wolne i oby udało mi się choć troszkę poleniuchować...

linkologia.pl spis.pl

Ponoć człowiek zawsze tęskni za tym, co utracił. Tylko jak można tęsknić do czegoś, czego się już nie pamięta, bo miało miejsce tak dawno? Spokój. Słowo zapomniane przeze mnie i moją rodziną już od... ilu? 8 lat? Może 9... I jeszcze mam wyrzuty sumienia po raz kolejny odmawiając znajomym spotkania. Bo w środku coś blokuje i są takie dni, że nie można udawać, że wszystko jest w porządku, albo że tak naprawdę nic wielkiego się nie dzieje. Każdy ma takie problemy, na jakie zasługuje? Czy rzeczywiście? Nie zamierzam się nad tym rozwodzić, podważać to, w co każdy z nas wierzy czy jaki system wartości wyznaje. Ale ja się nie zgadzam, bo nie zrobiłam niczego, co kazałoby mi patrzeć na to, co życie robi z moimi najbliższymi. Ja jestem jeszcze młoda i mogę zmienić swoją przyszłość, jednak co pozostało im? Najgorsze jest to, że instytucje mające w swoich statutach zapisane, że przede wszystkim człowiek i obrona jego praw, patrzą tylko jak tu człowieka załatwić, pozbawić wszystkiego i puścić z przysłowiowymi skarpetkami jedynie. Nie jestem już dzieckiem, nie jestem jednak zupełnie dorosła. Jednak kiedy patrzę na to, co człowiek robi człowiekowi, to narasta we mnie takie poczucie krzywdy, niesprawiedliwości, że chce mi się wyjść na środek ulicy, krzyczeć, tupać nogami. Chciałabym móc potrząsnąć tymi idiotami, uderzyć w twarz i powiedzieć, żeby się wreszcie ocknęli. Ale muszę być twarda, pocieszać rodziców i na tyle, na ile umiem, sprawiać im radość. Bo co mi pozostało? Z wiatrakami walki nie wygram.

linkologia.pl spis.pl

Za oknem straszna szaruga, mokro, zimno i mgliście. Pomimo tego, że nie cierpię zimy, zimna, śniegu i wszystkiego, co jest z tym związane, to wolę już sytuację, kiedy spadnie Ci koło domu 2 metry śniegu, mróz zamrozi wszystkie zamki i kłódki, niż patrzeć na to, co aktualnie dzieje się za moim oknem.

Chyba powinnam zapisać się na zajęcia z boksu, bo wolę w ten sposób rozładowywać frustracje, niż krzyczeć, tupać nogą albo kręcić nosem. Latanie z odkurzaczem, pucowanie okien już też nie pomaga. No, może tylko na chwilę. Chociaż z tym rozładowywaniem frustracji tez muszę uważać, bo ostatnio na wfie dostałam tak szpetnie piłką, że chyba coś mi w kości strzeliło, bo od ponad tygodnia chodzę i jęczę, i już nawet pojemnika z piciem odkręcić nie umiem. W sensie że korka, nie butelki. Niby nie puchnie, smaruję fastumem, ale i tak boli jak diabli.

Czuję się trochę jak na przysłowiowym rozdrożu - bo po 2 latach zaczynam dochodzić do wniosku, że co tak właściwie ja robię na swoim kierunku. Nawet nie chodzi o to, że uczę się do kolosów, zaliczeń, a od początku semestru ciągle coś zawalam. Nie jest tak, że jestem kompletnym ciemniakiem i nie rozumiem podstawowych wiadomości albo nie umiem czegoś wykuć na pamięć. Z jednej strony szkoda mi czasu i sił, które poświęciłam temu, co robię. Ale z drugiej strony - mam do końca życia tkwić po same uszy w czymś, co mnie kompletnie nie interesuje? Wiem, wiem, miałam o tym myśleć przy składaniu papierów. Ale jak można wymagać od 19 letniej osoby wiedzy, czym chciałaby się zajmować przez resztę życia? Kiedy człowiek jest młody, to głowę ma pełną marzeń, planów, pomysłów. Dlatego zdecydowałam starać się o przyjęcie na zupełnie inny kierunek. Co z tego wyjdzie - nie wiem. Na razie nie zamierzam rezygnować ze studiów, po prostu zobaczę, jak się dalej potoczy mój plan. Ktoś mądry powiedział kiedyś, że planowanie to czas stracony - owszem, ale życie bez jakiegokolwiek planu tez nie jest rozsądne.

Powiedział, co wiedział, a teraz idzie zjeść :)

linkologia.pl spis.pl

Kurcze, ile tu się zmieniło :)! Boję się nacisnąć którykolwiek guziczek, żeby nie wysadzić czegoś w powietrze :P

Tłumaczyć to ja się tam nie będę, czemu tyle mnie nie było-liczę na Waszą wyrozumiałość ;). Stęskniłam się. Wróciłabym wcześniej, tylko nie mogłam się doczekac na nowe hasło. Mam nadzieję (podkreślam-mam nadzieję;), że uda mi się na nowo systematycznie tu bywać. Systematycznie nie znaczy raz na rok hihi ;).

Rozpamiętywać tego, co minęło nie będę. W końcu i tak nie dam rady niczego naprawić, prawda? Liczę tylko na to, że nowy dzień przyniesie zmiany. Na lepsze. Bo innych mam już dość. Ostatnio miałam tylko gorsze dni. Nie chodzi tu o nastrój... Chodzi o kłopotu swego rodzaju natury rodzinnej. Zdam się na Wasze zrozumienie i nie będe na razie pisać, o co chodzi. Zbyt trudne i bolesne, sami rozumiecie.

Zdradzę tylko tyle, że już po maturze. I to kilka ładnych miesięcy. Dostałam się na studia, ale nie te wymarzone. Pozostaje mi tylko spróbować za rok. A poza tym dalej jestem z Kimś ;). I to już prawie 2 lata :P. Nie ma się co przechwalać, bo ludzie są ze sobą i po 30 lat. Ale ja jestem dumna z Niego, że wytrzymał z taką krówką az tyle czasu ;).

Tulę i przesyłam buziaki.

linkologia.pl spis.pl