Pan X i Pani Y

Autor: olza | Kategorie:
Tagi:
07. grudnia 2010 09:57:00

Aż mi się śmiać chce, bo zacznę pytaniem, które od dawna nurtuje filozofów - czy przyjaźń między mężczyzną i kobietą jest możliwa? Bo załóżmy, że pan X i pani Y znają się z racji tego, iż uczęszczają na te same studia, nawet do tej samej grupy. Ale jakoś nigdy nie było im na rękę się zaprzyjaźnić, bo każde z nich miało swoje towarzystwo. Poza tym, o zgrozo, mieli odmiennie płcie, co dodatkowo utrudniało im zaprzyjaźnienie się w świecie pełnym stereotypów i dwuznaczności. Aż nagle, za pośrednictwem malutkich korków przed zaliczeniem, ich znajomość zaczęła się rozwijać. A to spotkania przy kawie, herbacie, ciastku, soczku. A to pogawędki o codzienności, planach, niespełnionych marzeniach i o szarości dnia powszedniego. Aż w końcu doszliśmy do zwierzeń o jego nieudanym związku. W końcu pan X i pani Y zaczęli rozmawiać codziennie, po kilka razy. Wszyscy wokół zaczęli robić głupie uwagi, bądź patrzyli porozumiewawczo na siebie. Bo przecież pan X jest samotny, niedawno rozstał się z dziewczyną, a pani Y trwa od ponad roku w mniej lub bardziej stabilnym związku. Już mężczyzna życia pani Y robi się nerwowy na dźwięk każdej przychodzącej wiadomości na komórkę jego kobiety, mają miejsce mniej lub bardziej intensywne sceny zazdrości. Ale skoro zarówno pan X, jak i pani Y nie robią sobie żadnych nadziei w związku z tą znajomością, poza przyjaźnią - to czemu budzi to coraz więcej plotek? Czy ta znajomość jest w jakiś sposób niemoralna? Bo przecież zarówno pan X, jak i mężczyzna pani Y to dwie zupełnie różne osobowości, wspaniale uzupełniające życie pani Y. Od każdego z tych dwóch mężczyzn dostaje coś, co pomaga jej znaleźć kolory w szarym życiu. Czy ta sytuacja jest w porządku tak długo, jak długo pani Y szuka miłości tylko w ramionach swego mężczyzny? A może społeczeństwo nigdy nie zaakceptuje sytuacji, kiedy mężczyzna przyjaźni się z kobietą, a jedno z nich ma partnera?

Zimny maj

Autor: olza | Kategorie:
Tagi:
10. maja 2010 22:47:00

Zawsze po dniu pełnym wrażeń - czy to pozytywnych, czy negatywnych - jestem wypompowana z energii. Tylko pogoda ciągle się buntuje i do domu wracałam w strugach deszczu, przemoczonych spodniach i butach - bo pierwsze kroki z autobusu skierowałam prosto w największś kałużę na chodniku, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - przynajmniej nie muszę myć nóg ;).

Co do pogody, to rzeczywiście jest okropna. Jestem straszny zmarźluch (tak, tak czas się do tego przyznać!) i po ostatniej zimie chcę już ciepełka. Mój mężczyzna stara się jakoś temu zaradzić, ale jako że mamy oboje ostatnio coraz mniej czasu dla siebie i od ponad tygodnia się nie widzieliśmy - mój komfort termiczny ulega stałemu pogorszeniu. Różnie ostatnio bywa, głównie przez moje hormony. W jednej chwili ze słodkiego kwiatuszka mogę zmienić się w drapieżną harpię i podziobać komuś serce. Hmm, staram się nad sobą pracować, ale tak często nie wychodzi. Z rodzicami też różnie się układa. Coraz częściej jedno źle wypowiedziane słowo - głośniej lub za cicho - powoduje furię i awantura gotowa. Ale takie jest życie i ludzie, nigdy nie było, jest i będzie różowo. Zawsze możemy się starać, a jeśłi nie wyjdzie - cóż, przynajmniej próbowaliśmy.

Dobrze jest być przez kogoś docenioną. Zwłaszcza, że człowiek i zakompleksiony, i tak jakoś potrzebuje ciepłego okładu na serce.

Sorry, I can't hear you

Autor: olza | Kategorie:
Tagi:
17. grudnia 2009 20:52:00

I znowu mam tysiąc myśli, które przemykają przez moją głowę z szybkością jerzyka (czyli jakieś 200 km na godzinę). Ale czy to coś złego, że chciałabym być częścią życia kogoś, kogo kocham? I po co po raz kolejny zaczynać rozmowę na ten temat, skoro i tak zawsze kończy się tak samo. Że nikt nie jest winny, a już najbardziej on, bo przecież to nie jego wina, że mieszkamy tak daleko. W końcu wczoraj wyparowałam z pytaniem, czy może się mnie wstydzi przed swoimi znajomymi? Ależ gdzie tam, troszczy się tylko o to, żebym nie była zniesmaczona tym, gdzie miałabym z nimi przesiadywać. Że niby lokal nie do końca dobry. Ta, jasne. Może nie powinnam się tym przejmować, bo przecież widujemy się tak często. Rozumiem, że każde z nas ma swoich znajomych, swoje sprawy. Ale czy chociaż ułamka tych spraw nie możemy dzielić? Może wydziwiam, ale mam ku temu prawo. W końcu jestem kobietą :P!

Bez tytułu

Autor: olza | Kategorie:
Tagi:
12. grudnia 2009 21:09:00

Dzisiejszy dzień należy zaliczyć do udanych. Chociaż wczorajsza druga połowa też nie należała do najgorszych, a to wszystko zawdzięczam jak zwykle M. On jeden potrafi postawić mnie do pionu, wie, że ze mną nie można grzecznie i delikatnie. Czasem trzeba przełożyć przez kolano i... dać po tyłku. Bo czasami im bardziej na głos się zapieram, tym bardziej w środku wszystko się przewraca. Nie wiem dlaczego tak mam, ale im bardziej potrzebuję pomocy kogoś bliskiego, tym bardziej się zapieram. Bynajmniej nie zgrywam twardziela, po prostu jakąś taką blokadę posiadam.


Od kilku dni chodzę strasznie senna i chociaż śpię po kilka ładnych godzin dziennie, to nic nie pomaga. Chyba ta zmiana pogody tak na mnie działa, bo niczym misie na zimę - moje ciało też chce zapaść w zimowy sen. Niedługo wolne i oby udało mi się choć troszkę poleniuchować...

Ale to już było

Autor: olza | Kategorie:
Tagi:
11. grudnia 2009 10:45:00

Ponoć człowiek zawsze tęskni za tym, co utracił. Tylko jak można tęsknić do czegoś, czego się już nie pamięta, bo miało miejsce tak dawno? Spokój. Słowo zapomniane przeze mnie i moją rodziną już od... ilu? 8 lat? Może 9... I jeszcze mam wyrzuty sumienia po raz kolejny odmawiając znajomym spotkania. Bo w środku coś blokuje i są takie dni, że nie można udawać, że wszystko jest w porządku, albo że tak naprawdę nic wielkiego się nie dzieje. Każdy ma takie problemy, na jakie zasługuje? Czy rzeczywiście? Nie zamierzam się nad tym rozwodzić, podważać to, w co każdy z nas wierzy czy jaki system wartości wyznaje. Ale ja się nie zgadzam, bo nie zrobiłam niczego, co kazałoby mi patrzeć na to, co życie robi z moimi najbliższymi. Ja jestem jeszcze młoda i mogę zmienić swoją przyszłość, jednak co pozostało im? Najgorsze jest to, że instytucje mające w swoich statutach zapisane, że przede wszystkim człowiek i obrona jego praw, patrzą tylko jak tu człowieka załatwić, pozbawić wszystkiego i puścić z przysłowiowymi skarpetkami jedynie. Nie jestem już dzieckiem, nie jestem jednak zupełnie dorosła. Jednak kiedy patrzę na to, co człowiek robi człowiekowi, to narasta we mnie takie poczucie krzywdy, niesprawiedliwości, że chce mi się wyjść na środek ulicy, krzyczeć, tupać nogami. Chciałabym móc potrząsnąć tymi idiotami, uderzyć w twarz i powiedzieć, żeby się wreszcie ocknęli. Ale muszę być twarda, pocieszać rodziców i na tyle, na ile umiem, sprawiać im radość. Bo co mi pozostało? Z wiatrakami walki nie wygram.

Strona

Strona główna

Odwiedzam

Kochani ludzie

iidualk | lilianne | kiciu | hansik18 | aka13 | Mailing